
Kochani, są takie spotkania, podczas których historia przestaje być zbiorem nazwisk, dat i starych fotografii. Nagle siada z nami przy stole, chodzi po pałacowych korytarzach, rozpoznaje opowieści zasłyszane kiedyś od rodziców i dziadków. 11 września 2026 roku właśnie takie spotkanie wydarzyło się w Targoszynie. Do pałacu przyjechało aż 75 potomków i przedstawicieli rodziny von Richthofenów – rodu związanego z tym miejscem przez blisko dwa stulecia.
Była wśród nich wnuczka Wolframa von Richthofena, którego losy bardzo mocno splotły się z Targoszynem. Jej mama, zmarła dwa lata temu, jako dziecko spędzała tutaj wakacje. Przyjechał również współczesny Manfred von Richthofen. Nazwisko i imię ma dokładnie takie jak jeden z najsłynniejszych pilotów I wojny światowej – „Czerwony Baron” – a lotnictwo także w jego własnym życiu odegrało niemałą rolę, bo przez całą zawodową karierę był pilotem Lufthansy. Trochę trudno w takim momencie oprzeć się myśli, że w tej rodzinie samoloty najwyraźniej naprawdę mają wyjątkowo mocne geny 😉 Tym razem jednak najważniejsze było nie lotnictwo, lecz Targoszyn.
Pałac oglądany oczami rodziny
Gości po pałacu oprowadził Łukasz Jurek, prezes Fundacji Marysieńka. Pokazał, w jakim stanie znajduje się dziś obiekt, opowiedział o prowadzonych pracach i planach Fundacji oraz o tym, co już udało się zrobić zarówno w samym pałacu, jak i w zabudowaniach dawnego folwarku.
Jednym z ważnych punktów wizyty była Galeria Dzieł Utraconych, w której próbujemy przywracać pamięć o wyposażeniu i dziełach sztuki związanych kiedyś z targoszyńską rezydencją. Dla nas są to elementy historii miejsca. Dla naszych gości część tej historii była jednocześnie historią rodzinną. Było więc dużo rozmów. O dawnym Targoszynie, o ludziach, którzy tutaj mieszkali, o wojnie i tym, co wydarzyło się po niej. Von Richthofenowie opowiadali o losach swoich bliskich, dzielili się wspomnieniami przekazywanymi w rodzinie, ale nie omijali również tematów trudnych. I chyba właśnie to było w tym spotkaniu najciekawsze, bo przecież historia tej rodziny – podobnie jak historia całego Dolnego Śląska – zdecydowanie nie jest historią prostą.
Między zwiedzaniem był też czas na bardziej współczesne przyjemności i poczęstunek przygotowany przez Pomarańczka Cafe. A przede wszystkim na dalsze rozmowy o pałacu i działaniach Fundacji. Goście bardzo interesowali się tym, co robimy. Pytali o postępy prac, plany dotyczące obiektu i przyszłość całego zespołu. I cieszyli się, że po tylu dziesięcioleciach znalazł się ktoś, kto chce ratować dom należący niegdyś do ich rodziny.
Von Richthofenowie byli tutaj długo przed powstaniem naszego pałacu
Żeby jednak zrozumieć znaczenie tej wizyty, musimy cofnąć się dużo dalej niż do 1897 roku, kiedy wybudowano obecny pałac. Rodzina von Richthofenów pojawiła się na Śląsku znacznie wcześniej i z czasem stała się jednym z silniej zakorzenionych tutaj rodów ziemiańskich. W XVIII wieku jej przedstawiciele byli już właścicielami licznych majątków.
Targoszyn znalazł się w rękach Richthofenów w 1771 roku lub – według części źródeł – w 1776 roku. Monografia miejscowości wskazuje jako pierwszego przedstawiciela rodu związanego z tutejszym majątkiem Karola Ludwika von Richthofena, posiadającego wcześniej dobra w pobliskiej Rogoźnicy. Dokumentacja konserwatorska parku podaje z kolei konkretną datę zakupu Targoszyna przez Karla Ludwiga: 20 stycznia 1771 roku.
Od tego momentu von Richthofenowie pozostali związani z Targoszynem aż do końca II wojny światowej, a właściwie jeszcze odrobinę dłużej. Baronowa Luise von Richthofen pozostała tutaj również po utracie majątku i zmarła w 1947 roku. To niemal 176 lat obecności jednej rodziny w historii jednej wsi.
Nie jeden pałac, lecz cała „mapa Richthofenów”
Targoszyn był przy tym tylko jednym z wielu punktów na dolnośląskiej mapie rodziny. Według monografii Richthofenowie posiadali w różnych okresach dobra między innymi w Rogoźnicy, Bartoszówku, Snowidzy, Konarach, Goczałkowie, Goczałkowie Górnym, Damianowie, Udaninie, Mierczycach, Piotrowicach i Stanowicach (historie tych posiadłości znajdziecie w innych wpisach na naszym blogu). W innym zestawieniu pojawiają się również Sichów i kolejne majątki znajdujące się w tej części Śląska. To bardzo ważne, bo pokazuje skalę ich obecności.
Jeżeli dziś spojrzymy na mapę okolic Jawora, Strzegomia i Targoszyna, odkryjemy, że ślady Richthofenów nie tworzą pojedynczego punktu. Tworzą całą sieć. W Bartoszówku, niedaleko Strzegomia, znajdowała się jedna z ważniejszych rodzinnych posiadłości. To właśnie tam w 1895 roku urodził się wspomniany Wolfram von Richthofen. Był synem Karla Friedricha Wolframa von Richthofena, młodszego brata Manfreda von Richthofena, właściciela Targoszyna.
Własnością rodziny była również część dóbr w Goczałkowie, gdzie Richthofenowie byli związani między innymi z miejscową cukrownią, a w Mierczycach – z mleczarnią. Członkowie rodu nie ograniczali się więc do życia w pałacach. Zarządzali wielkimi gospodarstwami rolnymi, inwestowali, pełnili funkcje publiczne i polityczne, zajmowali się nauką oraz działalnością społeczną.
Sam majątek targoszyński był niemały. W XX wieku obejmował 550,8 hektara, z czego około 420 hektarów stanowiły grunty rolne, 103 hektary lasy, a kilkanaście hektarów park, drogi i zabudowania. Dzisiejszy pałac był więc reprezentacyjnym sercem naprawdę dużego gospodarstwa.
Manfred, Wolfram, Manfred… czyli genealogia dla cierpliwych
Tu muszę Was ostrzec. Jeśli kiedyś postanowicie samodzielnie rozrysować drzewo genealogiczne von Richthofenów, przygotujcie dużą kartkę, mocną kawę i sporo cierpliwości. Rodzina wyjątkowo upodobała sobie bowiem kilka imion. Zwłaszcza Manfred, Wolfram, Karl i Hermann wracają w kolejnych pokoleniach z uporem godnym lepszej sprawy. Dla historii Targoszyna szczególnie ważny jest Manfred Karl Ernst von Richthofen, żyjący w latach 1855-1939. Był generałem kawalerii i właścicielem targoszyńskiego majątku. To właśnie za jego czasów powstał obecny pałac, wzniesiony w 1897 roku po pożarze wcześniejszej rezydencji. Manfred i jego żona Luise nie mieli dzieci.
Dlatego do historii Targoszyna wkroczył kolejny Wolfram – Wolfram von Richthofen, urodzony w 1895 roku w Bartoszówku, bratanek właściciela Targoszyna. Manfred adoptował go i uczynił swoim spadkobiercą. I właśnie wnuczka tego Wolframa znalazła się 11 września wśród naszych gości. Nagle genealogia przestała więc wyglądać jak skomplikowany wykres w książce. Stanęła żywa i wruszona w pałacu…
Lotnictwo, które powraca w kolejnych pokoleniach
Von Richthofenowie dali historii wyjątkowo wielu lotników. Najbardziej znany pozostaje oczywiście Manfred von Richthofen, „Czerwony Baron”, as niemieckiego lotnictwa z I wojny światowej. Nie był właścicielem Targoszyna, ale należał do tego samego rozgałęzionego rodu.
Lotnikiem został również targoszyński spadkobierca Wolfram. I tutaj historia przestaje być opowieścią o rodzinnej tradycji, a zaczyna dotykać jednego z najtrudniejszych rozdziałów XX wieku. Wolfram von Richthofen zrobił karierę w Luftwaffe III Rzeszy. Wcześniej uczestniczył w wojnie domowej w Hiszpanii jako jeden z dowódców Legionu Condor, a podczas II wojny światowej dowodził niemieckimi siłami lotniczymi między innymi podczas agresji na Polskę. Doszedł do stopnia feldmarszałka. Zmarł w 1945 roku.
Nie ma sensu tej części rodzinnej historii wygładzać. Tak samo jak nie ma sensu przerzucać jej odpowiedzialności na następne pokolenia. Historia miejsca nie polega na wybieraniu sobie tylko tych fragmentów, które dobrze wyglądają na pamiątkowej pocztówce.
Rogoźnica – miejsce, którego w tej historii nie można ominąć
Jeszcze trudniej robi się, kiedy przesuniemy się z Targoszyna zaledwie kilka kilometrów dalej. Do Rogoźnicy. To właśnie tam podczas II wojny światowej powstał niemiecki obóz koncentracyjny Gross-Rosen. Monografia Targoszyna opisuje również związek jednej z gałęzi rodu z terenem wykorzystanym przez obóz: właścicielem rogoźnickiego majątku był wówczas Georg von Richthofen, od którego wydzierżawiono teren pod obóz. Autor monografii zaznacza jednocześnie, że nie ma dowodów pozwalających przypisywać mu wiedzę o części późniejszych praktyk związanych z funkcjonowaniem obozu.
To jeden z powodów, dla których historia Richthofenów na Dolnym Śląsku wymyka się prostej opowieści o „dawnych właścicielach pałaców”. Są w niej gospodarstwa, rozwój wsi, naukowcy i politycy. Są wojny. Jest nazizm. Jest Gross-Rosen. Ale jest też utrata rodzinnych domów w 1945 roku i świat, który po wojnie został tutaj zbudowany od nowa przez zupełnie innych ludzi. I właśnie dlatego rozmowa o tej historii ma sens wtedy, kiedy nie uciekamy od żadnej z jej części.
Potem przyszedł rok 1945
Koniec II wojny światowej zamknął prawie dwustuletni rozdział historii Targoszyna związany z von Richthofenami. Pałac został ograbiony i zdewastowany przez wojska radzieckie. Zniknęło niemal całe dawne wyposażenie. Majątek przestał być prywatną siedzibą ziemiańskiej rodziny, a później został przeznaczony na zupełnie inne funkcje.
Luise von Richthofen, o której sporo się rozmawiało podczas niedawnej wizyty (okazało się, że w rodzinie mówiono na nią tante Ise) jednak nie wyjechała. Pozostała w Targoszynie do śmierci. Pierwsi polscy mieszkańcy wsi zapamiętali ją jako starszą kobietę o siwych włosach, w czarnym kostiumie, spacerującą z laseczką i małym psem. Zmarła w 1947 roku i została pochowana obok męża na miejscowym cmentarzu.
Granice się zmieniły. Ludzie się zmienili. Pałac został.
I 81 lat później rodzina weszła do niego ponownie
Dlatego 11 września nie był dla mnie tylko dniem wizyty zwykłej turystycznej grupy. Potomkowie rodziny, która przez pokolenia była częścią historii Targoszyna, zobaczyli dom swoich przodków po osiemdziesięciu jeden latach zupełnie innej historii tego miejsca.
Zobaczyli jego obecny stan, folwark, Galerię Dzieł Utraconych. Poznali ludzi, którzy nie mają z von Richthofenami żadnych więzów krwi, a mimo to od kilku lat próbują uratować to, co pozostało po ich targoszyńskim domu. A my mogliśmy posłuchać ludzi, dla których nazwiska z naszych dokumentów nie są nazwiskami z dokumentów. To dziadkowie, pradziadkowie, wujowie, mamy.
Historia Dolnego Śląska jest skomplikowana. Czasem bardzo bolesna. I nie da się jej sprowadzić ani do sentymentalnej opowieści o dawnych pałacach, ani do prostego podziału na „naszych” i „obcych”. Ale można za to robić coś chyba jeszcze ciekawszego – spotykać się, rozmawiać, pytać, słuchać, zachowywać to, co zostało, i nie udawać, że trudnych rozdziałów nie było. 11 września w Targoszynie przez kilka godzin właśnie tak wyglądało spotkanie z historią. A ja bardzo lubię historię, która zamiast wisieć za szybą, po prostu puka do drzwi. My je po prostu otworzyliśmy.
Wasza
𝓜𝓪𝓻𝔂𝓼𝓲𝓮ń𝓴𝓪 𝓝𝓸𝓷–𝓟𝓻𝓸𝓯𝓲𝓽
Źródła i materiały
– Andrzej Wojciech Przytulecki, Historia Targoszyna – rozdziały dotyczące rodziny von Richthofenów, historii majątku targoszyńskiego oraz dziejów Targoszyna. monografia_targoszyna.pdfPDF
– Dokumentacja konserwatorska pałacu i parku w Targoszynie – materiały ewidencyjne zabytku, w tym informacje o nabyciu dóbr przez Karla Ludwiga von Richthofena i historii zespołu. PL.1.9.ZIPOZ.NID_N_02_EN.361264.pdfPDF PL.1.9.ZIPOZ.NID_N_02_EN.164735.pdfPDF
– Fundacja Marysieńka, Majątki von Richthofenów: Bartoszówek – genealogia targoszyńskiej i bartoszóweckiej gałęzi rodziny.
– materiały genealogiczne i biograficzne dotyczące Manfreda oraz Wolframa von Richthofenów.
