
Nawet po utracie wyposażenia zabytkowe wnętrze nadal zachowuje ślady swojej historii.
Kiedy wchodzicie dziś do naszego pałacu w Targoszynie, bardzo łatwo zauważyć przede wszystkim to, czego nie ma. Nie ma dawnych mebli, obrazów, dywanów, porcelany, lamp i całej tej warstwy przedmiotów, dzięki której wnętrze było czyimś domem, a nie tylko zbiorem pomieszczeń. Puste wnętrze działa trochę jak zdjęcie, z którego ktoś wyciął ludzi. Zostaje tło, ale odruchowo próbujemy sobie dopowiedzieć brakującą resztę.
Tylko że z zabytkami trzeba uważać z takim dopowiadaniem. Nawet kiedy z pałacu znika niemal całe wyposażenie, nie oznacza to, że zostaje nam tylko goła ściana i swobodne pole dla wyobraźni. Czasem właśnie wtedy trzeba zacząć patrzeć dużo uważniej.
W Targoszynie rzeczywiście zniknęło bardzo dużo
Po zakończeniu II wojny światowej pałac w Targoszynie został rozszabrowany przez wojska sowieckie. Monografia miejscowości opisuje, że wyniesiono z niego niemal całe wyposażenie, a sam budynek został również częściowo zdewastowany.
Potem pałac dostał zupełnie inne życie. Po wojnie mieściły się tutaj biura państwowego gospodarstwa rolnego i mieszkania pracownicze. W latach 1962-1964 przeprowadzono większy remont, podczas którego między innymi wymieniano część stropów, wykonywano centralne ogrzewanie, naprawiano instalację elektryczną, tynki i stolarkę oraz malowano wnętrza. Ale też właśnie wydzielono te mieszkania.
Mamy więc za sobą nie tylko utratę wyposażenia, ale także dziesięciolecia użytkowania, napraw i zmian. A mimo to pałac nadal jest ogromnym źródłem informacji o własnej historii.
Najpierw zostaje przestrzeń
Meble można wynieść, obraz zdjąć ze ściany, a dywan zwinąć. Dużo trudniej „wynieść” układ całego domu. Zostają więc proporcje pomieszczeń, ich wzajemne położenie, ciągi komunikacyjne, hall, klatki schodowe, drzwi między pokojami, loggia, taras czy weranda.
Dokumentacja pałacu z 1991 roku opisuje zachowany układ ścian nośnych, dwie klatki schodowe i poszczególne części bryły. Nawet po późniejszych przekształceniach możemy więc nadal „odczytać” budynek przez jego architekturę.
To trochę jak wejście do pustego mieszkania po kimś, kto się wyprowadził. Nie ma już jego stołu ani łóżka, ale sam rozkład pomieszczeń nadal podpowiada, gdzie toczyło się życie. W pałacu skala jest tylko trochę większa. I liczba drzwi zdecydowanie bardziej ambitna.
Zostaje też to, czego nie dało się wynieść
W ochronie zabytków ważne jest nie tylko to, jaki budynek ma kształt, ale również z czego naprawdę powstał i co z jego dawnej substancji przetrwało do dziś. Drewno, kamień, cegła, stolarka, tynk, element dekoracyjny czy fragment posadzki mogą być nośnikami informacji równie ważnymi jak archiwalny dokument.
W Targoszynie dokumentacja z początku lat 90. opisuje między innymi drewniane podłogi, schody z drewnianą okładziną i balustradami, różne typy stolarki okiennej oraz wiele drzwi płycinowych. Szczegółowo zapisano ich konstrukcję, podziały i okucia. W jednym z pomieszczeń zachował się również kaflowy kominek z początku XX wieku. I właśnie takie rzeczy stają się szczególnie ważne, kiedy reszty wyposażenia już nie ma. Stara klamka, profil drzwi albo drewniana balustrada przestają być wtedy tylko „detalem”. Stają się jednymi z nielicznych elementów, których dotykali ludzie mieszkający tutaj ponad sto lat temu.
Pustka też potrafi być informacją
To może brzmieć dziwnie, ale brak również jest częścią historii zabytku. Jeżeli wiemy, że wnętrze zostało ograbione, nie powinniśmy patrzeć na pustą ścianę wyłącznie jak na miejsce oczekujące na nowy obraz. Ona mówi też o tym, że wcześniejsza warstwa wyposażenia została przerwana. W przypadku Targoszyna ma to szczególne znaczenie.
Dzisiejszy stan pałacu jest efektem kilku zupełnie różnych okresów: życia rezydencji przed 1945 rokiem, powojennej grabieży, późniejszego użytkowania jako części PGR-u, kolejnych remontów, zmian funkcji, opuszczenia i degradacji. Każdy z tych etapów coś po sobie zostawił, ale też coś zabrał. W konserwacji zabytków ważne jest właśnie takie patrzenie na budynek jako na zbiór kolejnych warstw, a nie obiekt, który koniecznie trzeba cofnąć do jednego idealnego momentu. Karta Wenecka wskazuje, że należy szanować wartościowe nawarstwienia pochodzące z różnych okresów, a celem restauracji nie jest osiągnięcie jednolitości stylowej.
Zostaje dokumentacja
I tutaj dochodzimy do czegoś, co na pierwszy rzut oka jest znacznie mniej romantyczne niż pałacowy kominek. Do opisów, fotografii, rysunków, pomiarów i całej dokumentacji, która pozwala później sprawdzić, jak budynek wyglądał w konkretnym momencie.
Dokumentacja konserwatorska pałacu w Targoszynie z 1991 roku zawiera nie tylko opis budynku, ale także fotografie elewacji, drzwi, okien, wnętrz, schodów i detali. Dzięki niej możemy dzisiaj porównać poszczególne elementy ze stanem sprzed ponad trzydziestu lat i sprawdzić, co się od tego czasu zmieniło.
Właśnie dlatego dokumentowanie zabytków nie jest urzędową sztuką produkowania papieru. To zabezpieczanie informacji na przyszłość. Karta Wenecka zaleca, aby prace konserwatorskie i restauratorskie były dokładnie dokumentowane za pomocą opisów, rysunków i fotografii, a dokumentacja była później przechowywana i dostępna do badań. Czasami więc stara fotografia drzwi może się po trzydziestu latach okazać ważniejsza niż same drzwi, jeśli tych ostatnich już nie ma.
A co z dawnym wystrojem?
Jeżeli zachowały się dobre źródła – stare fotografie, inwentarze, rachunki, opisy, projekty, rysunki albo konkretne fragmenty wyposażenia – możemy próbować ustalać, jak wyglądały dawne wnętrza. Jeżeli takich źródeł brakuje, zaczyna się obszar przypuszczeń. I właśnie tutaj odpowiedzialna konserwacja stawia granicę. Według Karty Weneckiej restauracja powinna opierać się na poszanowaniu oryginalnego materiału i wiarygodnych dokumentów, a kończyć tam, gdzie zaczyna się domysł.
To ważne również dla nas. Moglibyśmy przecież urządzić pałac tak, jak „wydaje nam się”, że powinien wyglądać neorenesansowy pałac z końca XIX wieku. Znaleźć piękne meble z epoki, kryształowe żyrandole, ciężkie zasłony i obrazy w złoconych ramach. Efekt mógłby być spektakularny, ale byłaby to opowieść o naszej wyobraźni, a niekoniecznie o Targoszynie.
Nie każdy stary mebel jest meblem z Targoszyna
To szczególnie łatwa pułapka. Jeśli wstawimy do wnętrza autentyczny fotel z około 1900 roku, nadal nie stanie się on magicznie fotelem, który kiedyś tutaj stał. Może być obiektem z właściwej epoki, pasować stylistycznie, a nawet pochodzić z Dolnego Śląska. Bez źródła nie mamy jednak podstaw, żeby opowiadać, że należał do wyposażenia naszego pałacu.
To samo dotyczy obrazów, lamp, stołów, porcelany czy innych przedmiotów. Właśnie dlatego powstająca u nas Galeria Dzieł Utraconych opiera się na jasnym rozróżnieniu pomiędzy oryginałem a odtworzeniem. Kopia zaginionego dzieła może pomóc odzyskać pamięć o tym, co kiedyś istniało, ale nie zamienia się przez to w utracony oryginał.
Ta granica jest czasami mniej widowiskowa niż piękna aranżacja wnętrza, ale dużo uczciwsza.
Czy pusty pałac jest więc mniej prawdziwy?
Niekoniecznie. Puste wnętrze, w którym pozostawimy autentyczne drzwi, podłogę, schody, kominek i ślady kolejnych przekształceń, może powiedzieć o historii budynku więcej niż pokój wypełniony przypadkowymi antykami. Wspomniana już tu kilkakrotnie Karta Wenecka mówi o zabytku jednocześnie jako o dziele sztuki i świadectwie historycznym. I chyba właśnie to drugie określenie pasuje tutaj najlepiej.
Świadek nie musi być idealny. Może mieć blizny, luki i ślady zmian. Ważne, żebyśmy nie kazali mu opowiadać rzeczy, których nie wiemy.
W Targoszynie będziemy więc czasem mówić: „tego nie wiemy”
Nie wiemy dziś dokładnie, jak wyglądało każde pomieszczenie pałacu przed wojną. Nie znamy rozmieszczenia całego wyposażenia, kompletnego spisu mebli stojących w poszczególnych pokojach ani kolorów wszystkich tkanin i ścian.
Za to wiemy coraz więcej o samym budynku. Mamy dokumentację, fotografie, zachowaną stolarkę, układ wnętrz, schody, kominek i kolejne źródła, które pozwalają składać tę historię po kawałku. Czasem znajdziemy odpowiedź, czasem tylko ślad, a czasem bardzo uczciwe stwierdzenie, że „nie wiadomo”.
I właśnie dlatego pusty pałac wcale nie jest pusty. W jego wnętrzach nadal zostają ślady ludzi, zmian, strat i kolejnych etapów życia budynku. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie patrzeć.
Wasza
𝓜𝓪𝓻𝔂𝓼𝓲𝓮ń𝓴𝓪 𝓝𝓸𝓷–𝓟𝓻𝓸𝓯𝓲𝓽
Źródła i materiały
– Karta ewidencyjna zabytków architektury i budownictwa – Pałac w Targoszynie, dokumentacja z 1991 roku.
– Andrzej Wojciech Przytulecki, Historia Targoszyna – monografia miejscowości.
– ICOMOS, Międzynarodowa Karta Konserwacji i Restauracji Zabytków i Miejsc Zabytkowych (Karta Wenecka, 1964).
