
Kochani, są takie daty w historii miejsca, po których zostaje budynek, fotografia, dokument albo przynajmniej opowieść. I są takie, po których zostają zgliszcza. Dla Targoszyna jedną z nich był rok 1884. Wtedy wybuchł największy pożar w historii wsi. Ogień całkowicie strawił ówczesny pałac, a tego samego dnia spłonęły również należące do folwarku stajnie, obory i stodoła. Po dawnej rezydencji von Richthofenów zostało tak niewiele, że jej zgliszcza z czasem rozebrano. Na nowy pałac Targoszyn czekał trzynaście lat… I właśnie dlatego, kiedy patrzę dziś na naszą rezydencję, o ogniu myślę trochę inaczej niż o jednym z wielu zagrożeń dla starego budynku. Ochrona przeciwpożarowa zabytków nie służy przecież wyłącznie ratowaniu murów. Wraz z takimi obiektami może zniknąć w zgliszczach także spory kawał historii.
Zanim spłonął pałac
Pożar z 1884 roku nie był dla ówczesnych mieszkańców Targoszyna pierwszym spotkaniem z ogniem. W 1879 roku spłonęło gospodarstwo rodziny Jäkel. W pożarze zginęło dwoje dzieci. Rok później ogień zniszczył gospodarstwo rolnika Kienpasta – także ten pożar pociągnął za sobą ofiary i osoby poszkodowane.
Potem przyszedł rok 1884 i największy pożar, jaki zapisał się w historii Targoszyna. A to jeszcze nie koniec. W 1897 roku – dokładnie wtedy, gdy powstawał nowy pałac – doszczętnie spłonął również stary targoszyński młyn. Nigdy go już nie odbudowano. Można więc powiedzieć, że przez kilkanaście lat ogień był jednym z bohaterów historii naszej wsi. I to bohater, którego zdecydowanie wolałabym nie zapraszać na bis.
Dzisiaj łatwo zapomnieć, jak wielkim zagrożeniem był kiedyś pożar. Otwarty ogień służył do ogrzewania, gotowania i oświetlania, wiele konstrukcji wykonywano z drewna, a możliwości szybkiego wykrycia zagrożenia i wezwania pomocy były nieporównywalnie gorsze z dzisiejszymi.
Tyle że wraz z pojawieniem się czujek, nowoczesnych instalacji i wyspecjalizowanych służb ogień nie przestał być groźny. Po prostu nauczyliśmy się lepiej przed nim bronić.
Dlaczego zabytek jest szczególnie trudny do ochrony?
Tutaj zaczynają się schody. Czasem dosłownie zabytkowe. W nowym budynku wiele rozwiązań dotyczących bezpieczeństwa można zaplanować już na etapie projektu. W istniejącym od ponad stu lat pałacu trzeba pogodzić ze sobą dwa cele: chronić ludzi i budynek przed pożarem, a jednocześnie nie zniszczyć tego, co w nim historyczne.
Nie można więc dowolnie przebić ściany, poprowadzić każdej instalacji najkrótszą trasą, wymienić konstrukcji czy pozbyć się starego elementu tylko dlatego, że z punktu widzenia współczesnych rozwiązań łatwiej byłoby zastąpić go nowym. Bo przecież w zabytku chronimy nie tylko kształt budynku, ale też jego oryginalną substancję. A czasem właśnie to, co stanowi o wartości obiektu, zwiększa jednocześnie jego podatność na działanie ognia. Mam tu na myśli starą drewnianą więźbę, drewniane stropy, stolarkę, boazerie, historyczne drzwi czy inne elementy wyposażenia.
Dokumentacja konserwatorska pałacu w Targoszynie sporządzona w 1991 roku wymienia między innymi drewniane stropy i drewnianą więźbę dachową. Odnotowano w niej również istniejącą wówczas instalację elektryczną i odgromową. To oczywiście dokument sprzed 35 lat, a nie opis dzisiejszego stanu technicznego pałacu. Świetnie jednak pokazuje, z iloma różnymi elementami trzeba się liczyć, myśląc o bezpieczeństwie zabytkowej budowli.
I tak zaczyna się konserwatorska układanka – zabezpieczyć, ale nie zniszczyć tego, co próbujemy zabezpieczyć.
Najlepiej zgasić pożar, zanim wybuchnie
Ten nagłówek brzmi trochę jak sztuczka godna całkiem niezłego magika, ale właśnie na tym w dużej mierze polega ochrona przeciwpożarowa zabytków. Najważniejsza część walki z ogniem odbywa się wtedy, gdy jeszcze nic się nie pali. To sprawne instalacje, ochrona odgromowa, kontrola urządzeń, właściwe prowadzenie prac mogących stwarzać zagrożenie pożarowe i eliminowanie sytuacji, w których przypadek dostaje zbyt duże pole do popisu.
Nieprzypadkowo polska ustawa o ochronie zabytków wśród nakładów, na które mogą być przyznawane dotacje na prace przy zabytkach wpisanych do rejestru, wymienia między innymi modernizację instalacji elektrycznej w obiektach drewnianych lub zawierających oryginalne elementy drewniane oraz zakup i montaż instalacji przeciwpożarowej i odgromowej. A więc mało romantycznie mówiąc – ratowanie pałacu to nie tylko konserwator pochylony nad pięknym detalem. Czasami jednym z najważniejszych bohaterów całej operacji jest odpowiednio dobrany i dobrze poprowadzony… kabel.
A jeśli jednak pojawi się dym?
No, cóż… Wtedy zaczyna się wyścig z czasem. Dlatego w wielu szczególnie cennych obiektach stosuje się systemy sygnalizacji pożarowej, których zadaniem jest możliwie szybkie wykrycie zagrożenia i uruchomienie odpowiedniej reakcji. W Polsce istnieje nawet oficjalny wykaz muzeów i zabytków budowlanych, w których stosowanie takich systemów jest wymagane. Obiekty wskazuje Generalny Konserwator Zabytków w uzgodnieniu z Komendantem Głównym Państwowej Straży Pożarnej. Na liście z samego tylko Dolnego Śląska znajduje się ponad sto obiektów!
Ale technologia jest tylko częścią odpowiedzi. W przypadku zabytku znaczenie ma również możliwość szybkiej ewakuacji ludzi, dostęp dla służb ratowniczych, źródło wody, znajomość konstrukcji obiektu oraz wiedza o tym, które jego części mogą być szczególnie podatne na szybkie rozprzestrzenianie się ognia. I tutaj Targoszyn znowu dostarcza nam ciekawego szczegółu.
W dokumentacji zespołu pałacowo-folwarcznego sporządzonej w 1995 roku na środku dziedzińca folwarcznego odnotowano zbiornik wodny przeciwpożarowy. To niby niewielki szczegół na planie całego założenia, ale jednocześnie bardzo konkretne przypomnienie, że ochrona przed ogniem od dawna była częścią funkcjonowania tego miejsca.
Ogień kontra czas
Jest jeszcze jedna rzecz, przez którą pożar zabytku jest czymś więcej niż zniszczeniem budynku. Współczesny element konstrukcji można zwykle wykonać ponownie według projektu. W zabytku nawet doskonała rekonstrukcja nie cofa czasu.
Jeśli spłonie belka będąca częścią pałacu od 1897 roku, można wykonać nową z tego samego gatunku drewna, o identycznym kształcie i wymiarach. Ale nie będzie miała 129 lat. A jeśli ogień zniszczy oryginalną stolarkę, dekorację czy fragment konstrukcji, można próbować je odtworzyć. Nie można jednak sprawić, żeby rekonstrukcja znowu stała się oryginałem.
I właśnie dlatego w ochronie zabytków tak ważna jest profilaktyka. Niestety, nie wszystko da się uratować po fakcie. A nawet jeżeli coś później wygląda dokładnie tak samo – nie zawsze jest już tym samym.
Targoszyn przekonał się o tym w 1884 roku
Nie wiemy dziś, co dokładnie zaprószyło ogień, który strawił dawny pałac. Monografia Targoszyna nie podaje przyczyny, więc nie będziemy dopisywać historii tam, gdzie kończą się źródła. Wiemy za to, co było potem.
Zgliszcza rozebrano. Przez trzynaście lat nie było tu pałacu. Dopiero w 1897 roku rodzina von Richthofenów wzniosła nową rezydencję według projektu architekta Becka. Nowy pałac stanął bardziej w głębi istniejącego już parku niż jego poprzednik. To właśnie ten budynek przetrwał później dwie wojny światowe, zmianę granic państwowych, grabież i dewastację po 1945 roku, czasy państwowego gospodarstwa rolnego, kolejne remonty, lata opuszczenia i postępującą degradację.
I nadal stoi.
Przez 129 lat zmieniło się właściwie wszystko. Ale jedno nie. Ogień nadal ma „gdzieś” to, czy coś jest zabytkiem. Dlatego opieka nad takim miejscem nie polega wyłącznie na ratowaniu tego, co już się sypie, ale również na przewidywaniu tego, co może się wydarzyć – i robieniu wszystkiego, żeby pewnych rozdziałów historii nie trzeba było pisać po raz drugi.
Bo jeden pałac Targoszyn już stracił. Drugiego naprawdę wolałabym pilnować 😉
Wasza
𝓜𝓪𝓻𝔂𝓼𝓲𝓮ń𝓴𝓪 𝓝𝓸𝓷–𝓟𝓻𝓸𝓯𝓲𝓽
Źródła i materiały
– Andrzej Wojciech Przytulecki, Historia Targoszyna – monografia miejscowości; fragmenty dotyczące pożarów z lat 1879, 1880, 1884 i 1897 oraz historii pałacu.
– Karta ewidencyjna zabytków architektury i budownictwa – Pałac w Targoszynie, dokumentacja konserwatorska z 1991 roku.
– Karta ewidencyjna zabytków architektury i budownictwa – zespół pałacowy z folwarkiem w Targoszynie, dokumentacja z 1995 roku.
– Ustawa z 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami – w szczególności art. 77 dotyczący nakładów koniecznych, które mogą być objęte dotacją.
– Narodowy Instytut Muzeów, Wykaz muzeów i zabytków budowlanych, w których wymagane jest stosowanie systemu sygnalizacji pożarowej.
