
Kiedy myślimy o stratach wojennych, przed oczami stają nam zrujnowane miasta, zbombardowane mosty i dramaty ludzi. Na tym tle zniszczenie lub kradzież obrazu z muzeum może wydawać się czymś drugorzędnym. Dlaczego więc w momentach dziejowych kryzysów ludzie z narażeniem życia ukrywali, ratowali i odzyskiwali zabytki?
Odpowiedź kryje się w misji powołanego przez naszą Fundację Instytutu Dzieł Utraconych, którego zadaniem jest przywracanie pamięci o zagrabionym dziedzictwie. Utrata sztuki to bowiem coś znacznie więcej niż strata finansowa. To uderzenie prosto w narodową tożsamość.
Dzieła sztuki pełnią w społeczeństwie rolę swoistego „zakotwiczenia”. Rzeźby, architektura czy obrazy są nośnikami historii danego regionu. Mówią nam, skąd pochodzimy, jak widzieli świat nasi przodkowie i co było dla nich ważne.
Dlatego właśnie celowe niszczenie lub systematyczna kradzież dóbr kultury przez najeźdźców – co obrazują potężne polskie straty wojenne w sztuce – to nie tylko zwykły rabunek. To świadome działanie wymierzone w wymazanie pamięci i osłabienie morale narodu. Kiedy z murów znikają płótna mistrzów, znika część duszy danego miejsca. Jak zauważają historycy sztuki: kto kontroluje dziedzictwo, ten kontroluje narrację o historii.
W świecie muzealnictwa istnieje pewne uderzające zjawisko. Jeśli odwiedzicie galerię, z której skradziono cenny zabytek, często zobaczycie, że kuratorzy decydują się zostawić na ścianie pustą ramę. Ta pustka robi na widzach ogromne wrażenie.
Dlaczego tak silnie reagujemy na to, czego nie ma? Psychologowie tłumaczą, że sztuka budzi w nas uniwersalne emocje – zachwyt, wzruszenie, poczucie piękna. Kiedy to źródło emocji znika, tracimy szansę na dialog z jego twórcą. Zostają nam po nim jedynie mgliste wspomnienia lub – w najlepszym razie – czarno-białe fotografie w katalogach inwentaryzujących dzieła sztuki utracone podczas II wojny światowej.
Jeśli kradzież sztuki jest symbolem upadku, to jej odzyskiwanie i odtwarzanie jest ostatecznym symbolem odrodzenia. To właśnie ta idea leży u podstaw powstania Instytutu Dzieł Utraconych, który ma swoją siedzibę w Zespole Pałacowo-Parkowym w Targoszynie.
Zamiast godzić się z pustką po zagrabionych obrazach, postanowiliśmy działać. Dzięki współpracy ze świdnickim artystą, Robertem Kuklą, na podstawie zachowanych przedwojennych fotografii i opisów powstają wierne kopie zaginionych dzieł. Przywracamy im barwy, fakturę i dawny blask, udostępniając je społeczeństwu. Pan Robert bardzo dba też o to, aby obrazy miały odpowiednią oprawę, wyszukując piękne ramy na targach staroci.
Każdy zrekonstruowany obraz to dla nas małe zwycięstwo nad zapomnieniem. Pokazuje, że choć płótno można spalić lub wywieźć pociągiem, idei nie da się zniszczyć. I chociaż mamy świadomość, że oryginałów być może nigdy nie uda się fizycznie odzyskać, nasza praca pozwala nowym pokoleniom znów stanąć z nimi twarzą w twarz.
Zapraszamy do wizyty w Pałacu w Targoszynie podczas dni otwartych i wydarzeń organizowanych przez Fundację. Odwiedzając naszą pałacową Galerię Dzieł Utraconych, na własne oczy zobaczycie, jak utracona historia znów nabiera barw. Walka o pamięć to sztuka sama w sobie.