
Niedawno, dzięki panu Januszowi, jednemu z naszych obserwujących w mediach społęcznościowych, pozyskaliśmy dawne dokumenty pałacu z czasów powojennych. Wśród nich stary plan parku w Targoszynie. Jak to na planie, drzewa zamieniły się na nim w znaki, liczby i niewielkie kółka. Nie wyglądają szczególnie romantycznie, a jednak prowadzą do bardzo konkretnej osoby – Eduarda Petzolda. To jeden z najważniejszych twórców parków krajobrazowych XIX wieku. Ten plan pokazuje, że nasz pałacowy park nie jest przypadkowym zbiorem dorodnych drzew. To przemyślana kompozycja, w której także puste miejsce, zakręt alejki i pojedyncza lipa mają znaczenie. Przyjrzyjmy mu się dzisiaj.
Zachowany plan ewidencyjny powstał w kwietniu 1979 roku, w skali 1:1000. Obejmuje około 12 hektarów parku w Targoszynie i pokazuje nie tylko budynki oraz drogi. To także układ zieleni, w tym gatunki drzew, grupy krzewów, starodrzew, polanę i granice dawnego założenia. Eduard Petzold nie projektował zieleni jako dekoracji przy pałacu. Układał ją jak opowieść do przejścia na własnych nogach. Drogą, polaną, między grupami drzew, ze stopniowo odsłanianymi widokami i miejscami, w których można było na chwilę zwolnić. Dlatego plan parku w Targoszynie warto czytać nie jak spis drzew, lecz jak zapis pomysłu na… spacer.
Park krajobrazowy nie znaczy „pozostawiony sam sobie”
Warto zacząć od drobnego nieporozumienia. Nazwa „park krajobrazowy”, bo taki charakter ma właśnie nasz park, może sugerować miejsce niemal dzikie, w którym drzewa i ścieżki pojawiły się bez planu. Tymczasem taki park był projektowany bardzo uważnie. Tyle że w odróżnieniu od ogrodu o regularnych osiach, żywopłotach przyciętych jak od linijki i symetrycznych rabatach, park krajobrazowy ma przypominać naturę. Ale tylko przypominać. Otwarte przestrzenie, pojedyncze drzewa, skupiny zieleni, zakręty dróg oraz widoki na pałac układano tak, aby spacer dawał wrażenie swobody, a jednocześnie prowadził wzrok we właściwym kierunku.

W dokumentacji z 1979 roku targoszyńskie założenie zostało określone jako park krajobrazowy, założony po 1896 roku. Pałac wzniesiono w 1897 roku, a rozległy park otoczył nową rezydencję, położoną w pewnym oddaleniu od folwarku. Nie był to jednak teren tworzony od zera. Autorzy opracowania, z którego wzięłam plan parku, zwrócili uwagę, że najstarsze graby, lipy, buki i dęby miały już wówczas około 160 lat.
To każe podejrzewać, że przed powstaniem pałacu istniało tu starsze założenie dworskie lub przynajmniej drzewostan, który włączono do późniejszego parku. To bardzo ciekawa myśl. Oznacza, że część drzew pamięta jeszcze czas sprzed obecnego pałacu. Potem otrzymała nowe towarzystwo i nowe zadanie w zaprojektowanej przestrzeni.
W ewidencji parku z 1979 roku odnotowano platan klonolistny, ale dokument nie zawiera jego osobnej charakterystyki ani oceny wieku. Dlatego o jego historii nie powinniśmy wnioskować wyłącznie na podstawie tego planu
Najpierw widok na pałac
W parku pałacowym droga do budynku rzadko bywała wyłącznie drogą. Miała przygotować przyjazd, stopniować wrażenie i skierować uwagę na rezydencję. Plan z 1979 roku pokazuje pałac w południowo-wschodniej części założenia. Przed jego frontową elewacją znajdował się podjazd, który otaczał trawnik o kształcie zbliżonym do elipsy. Dziś łatwo pomyśleć o takim miejscu tylko praktycznie – że tu podjeżdżał powóz, samochód albo dostawca.

Tymczasem podjazd był także fragmentem całego „scenariusza”. Zbliżając się do pałacu, gość nie trafiał od razu pod drzwi. Najpierw widział budynek w otoczeniu trawnika i zieleni, mógł dostrzec jego proporcje, wejście, dekoracje oraz relację między architekturą a parkiem. To trochę jak pierwsze zdanie w dobrej książce. Nie opowiada jeszcze wszystkiego, ale od razu mówi, z jakim miejscem mamy do czynienia.
Polana nie jest pustym miejscem
Na planie wyraźnie widać rozległą polanę parkową. I właśnie ona jest jednym z najważniejszych elementów całej kompozycji. Człowiek zwykle patrzy na otwartą przestrzeń wśród zieleni i myśli: „Tu można by coś posadzić”. W parku zabytkowym taka decyzja bywa jednak podobna do dopisania kilku zdań na środku starego obrazu. Bo celem tej polany w projekcie Eduarda Petzolda było otwarcie widoku, wpuszczenie światła, wydobycie sylwetek pojedynczych drzew. Może też możliwość oglądania pałac z odpowiedniego dystansu.
W dokumentacji ewidencyjnej odnotowano, że do 1979 roku zachowały się zarówno układ dróg parkowych, jak i kształt polany. To szczególnie ważne, bo park jest kompozycją nie tylko z drzew, lecz także z przestrzeni pomiędzy nimi. Polana nadaje rytm spacerowi. Pośród bardziej zadrzewionych fragmentów otwiera oddech i perspektywę. Dzięki niej pojedyncze drzewa nie giną w zielonej masie, a pałac nie zostaje całkowicie zasłonięty.
Soliter, grupa i zielony „klomb”
Nie wszystkie drzewa w parku miały pełnić tę samą funkcję. Jedne sadzono pojedynczo jako tak zwane solitery, czyli wyeksponowane okazy, które przyciągały wzrok formą korony, wielkością lub gatunkiem. Inne łączono w grupy po kilka drzew. Jeszcze inne tworzyły skupiny otoczone krzewami, nazywane w dokumentacji klombami. Architektowi nie chodziło tu o przypadkowe zagęszczanie zieleni. Grupa drzew mogła na przykład budować tło dla widoku, osłaniać fragment parku, prowadzić wzrok wzdłuż drogi albo stopniowo odsłaniać pałac. Opis z 1979 roku zwraca uwagę na ciekawy sposób kształtowania takich grup. Mianowicie przy starszym drzewie sadzono kilka młodszych egzemplarzy tego samego gatunku. Dzięki temu stare drzewo nie pozostawało całkiem samotne, a cała grupa zyskiwała wyraźniejszą formę.

Można powiedzieć, że pojedyncze drzewo bywało w parku głównym bohaterem, a młodsze nasadzenia tworzyły dla niego dobrze dobrane towarzystwo. A to wszystko bez zbędnego tłoku, „przepychania się” w kadrze fotografa i – co najważniejsze – bez przypadkowości.
Dziesięć lip ułożonych jak wachlarz
Najbardziej konkretną wskazówką, że targoszyńska zieleń była kształtowana z rozmysłem, jest formowana grupa dziesięciu lip drobnolistnych. Znajduje się ona w północnej części polany i ma układ wachlarza. Dziesięć lip ułożonych w taką formę mała (a dziś już bardzo duża) roślinna architektura. Taka grupa porządkuje otwartą przestrzeń, wskazuje kierunek patrzenia, tworzy zieloną ramę dla widoku. Być może też zaznacza granicę między polaną a bardziej zadrzewioną częścią parku.
Ten dawny świetnie pokazuje, co widzi osoba stojąca dokładnie w jednym wybranym punkcie. Właśnie dlatego warto podczas spaceru w naszym parku zwracać uwagę nie tylko na pojedynczy pień i koronę. Ważne jest także na to, co dzieje się między drzewami. Czy tworzą linię? Może otwierają widok? Czy prowadzą nas w stronę pałacu? A może zamykają perspektywę i zapraszają, aby skręcić w inną drogę?
Park ma swoje obrzeża
Targoszyński park jest założeniem o wydłużonym kształcie, a jego granice wyznaczał kamienny mur otaczający cały teren. Mur był oczywiście ogrodzeniem, ale w parkowej kompozycji pełnił też inną rolę – wyznaczał granicę świata pałacu i parku. W dokumentacji zapisano, że nowsze nasadzenia koncentrowano głównie na obrzeżach obiektu, a częściowo także na polanie. To logiczne. Zadrzewione granice osłaniały wnętrze założenia, tworzyły zielone tło dla otwartych przestrzeni i oddzielały park od zabudowy wsi oraz części gospodarczej. Park nie kończył się więc po prostu tam, gdzie kończyły się drzewa, ale tam, gdzie kompozycja spotykała mur, drogę, folwark i wieś.
W 1979 roku autorzy ewidencji odnotowali, że założenie zachowało niezmienione granice, układ dróg oraz formę polany. A my dzisiaj możemy powiedzieć, że od 1979 roku do roku 2026 również niewiele się tu zmieniło.
Co rośnie w targoszyńskim parku?
Plan z 1979 roku zawiera wykaz gatunków drzew i krzewów. To świetne źródło informacji, bo przyznam Wam, że nie będąc dendrologiem często mam problemy. Nie rozróżniam choćby klonu jawor od klonu pospolitego. Czasem nie umiem określić, czy na pewno drzewo, obok którego przelatuję, to grab.
Żeby nie zapomnieć, wrzucam sobie tutaj na przyszłość tę listę. Wśród wskazanych gatunków znalazły się między innymi:
- graby pospolite;
- buki pospolite;
- lipy drobnolistne;
- dęby szypułkowe, dęby błotne i dęby czerwone;
- klony jawory oraz klony pospolite;
- kasztanowce białe;
- jesiony wyniosłe;
- platany klonolistne;
- świerki pospolite i jodła jednobarwna;
- krzewy, takie jak forsycje, ligustry, jałowce sabińskie, sumaki octowce i róże wielokwiatowe.
Wśród najstarszych drzew wyróżniono lipy, graby, buki i dęby o średnicach pni przekraczających 50 centymetrów. Ich wiek oszacowano na około 160 lat. Opracowanie odnotowało również, że około początku XX wieku wprowadzono do parku iglaki, w tym świerki, jodłę jednobarwną i daglezję. Później dosadzano między innymi modrzewie, sumaki oraz jałowce. To pokazuje, że park zmieniał się wraz z kolejnymi pokoleniami użytkowników. Nie był tylko zamrożoną w czasie ilustracją, ale żywą przestrzenią, do której wprowadzano nowe gatunki, zachowując jednocześnie starszy drzewostan i główny układ kompozycyjny. Dzisiaj niestety, konserwator terenów zielonych nie bardzo nam na takie szaleństwa chce pozwolić. Ale może to i dobrze…
Jak czytać plan podczas spaceru?
Nie trzeba być architektem krajobrazu ani dendrologiem, żeby zacząć patrzeć na park uważniej. Wystarczy przyjąć, że każde miejsce może odpowiadać na proste pytanie: „Po co ono tu jest?”.
Podczas spaceru po parku warto zwrócić uwagę na:
- otwarte widoki i miejsca, w których zieleń nagle się rozstępuje,
- grupy drzew tego samego gatunku,
- pojedyncze okazy wyróżniające się wielkością, kształtem albo położeniem,
- relację między drogą, polaną a pałacem,
- fragmenty, gdzie zieleń zagęszcza się przy granicy parku,
- dawne podjazdy i ścieżki, które nie tylko prowadzą z punktu A do punktu B, lecz także układają spacer w pewną opowieść.
Park to całość, nie suma pni
Opieka nad zabytkowym parkiem nie polega wyłącznie na trosce o zdrowie pojedynczych drzew, choć to oczywiście sprawa bardzo ważna. Oznacza też ochronę relacji między drzewem a polaną, grupą lip a drogą, podjazdem a fasadą pałacu, murem a obrzeżnym zadrzewieniem. Czasem stare drzewo trzeba będzie zabezpieczyć. Czasem, ze względów bezpieczeństwa, konieczne okaże się cięcie. Mieliśmy taką sytuację nie tak dawno w przypadku Platana Miłości. Czasem też potrzebne będzie usunięcie jakiegoś okazu. Każda taka decyzja wymaga jednak wiedzy o stanie drzewa, ochronie przyrody i historycznej kompozycji parku. No, i zgody konserwatora!
A Wy podczas spaceru częściej patrzycie na pojedyncze drzewa, czy próbujecie dostrzec, jak prowadzą Was przez cały park?
Wasza
𝓜𝓪𝓻𝔂𝓼𝓲𝓮ń𝓴𝓪 𝓝𝓸𝓷-𝓟𝓻𝓸𝓯𝓲𝓽
