
Kochani, wyobraźmy sobie przez chwilę, że pałac w Targoszynie odzyskał dawną świetność. Drzwi są otwarte, we wnętrzach znowu coś się dzieje, przyjeżdżają goście. Piękna wizja. Tylko mam jedno pytanie: czy naprawdę wszyscy mogą wejść? Bo jeśli do zabytku prowadzą schody, na piętro kolejne schody, toaleta mieści się za zbyt wąskimi drzwiami, informacje można wyłącznie przeczytać drobnym drukiem, a parkową ścieżką trudno przejechać na wózku – otwarty budynek wcale nie jest dostępny. Z drugiej strony pałac to nie galeria handlowa, w której można swobodnie przesunąć ścianę, poszerzyć drzwi i wkleić windę w dowolnym miejscu. No i mamy problem. Jak otworzyć zabytek dla wszystkich, a przy okazji nie pozbawić go tego, dla czego w ogóle chcemy go chronić? Bo właśnie na tym polega dziś jeden z najtrudniejszych problemów związanych z dostępnością zabytków: jak usunąć bariery, nie niszcząc historycznej substancji miejsca?
Dostępność weszła do zabytków – i dobrze
Ten problem nie dotyczy oczywiście tylko Targoszyna. Jest na tyle powszechny, że w marcu 2026 roku Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oficjalnie uruchomiło projekt „Dostępność i Dziedzictwo. Standardy dostępności w zabytkach”.
Jego cel brzmi właściwie dokładnie jak nasze pytanie: znaleźć praktyczne sposoby usuwania barier w obiektach zabytkowych z poszanowaniem ich wartości. Projekt ma potrwać do połowy 2029 roku. Uczestniczą w nim Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Narodowy Instytut Dziedzictwa, Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Fundacja Aktywnej Rehabilitacji „FAR”. Powstaną wytyczne Generalnego Konserwatora Zabytków, standardy, procedury, poradniki i katalog dobrych praktyk.
Sama potrzeba stworzenia takich standardów już mówi sporo, bo przecież nie istnieje prosty przepis: „zabytek + trzy schody = pochylnia”. Każdy obiekt jest inny. Ma inną konstrukcję, układ, wartość historyczną, sposób użytkowania i inne elementy, których nie wolno bezmyślnie naruszyć.
I tutaj wjeżdża winda. Albo właśnie… nie wjeżdża
Winda jest chyba najbardziej oczywistym symbolem tego konfliktu. Mamy dwukondygnacyjny pałac. Osoba poruszająca się na wózku powinna móc dostać się nie tylko do drzwi wejściowych, ale również tam, gdzie odbywają się wydarzenia, wystawy czy spotkania. Najprostsze rozwiązanie? Winda! Tylko gdzie ją zamontować? Jeżeli jej montaż wymagałby wyburzenia historycznych stropów, naruszenia oryginalnego układu wnętrz albo zniszczenia wartościowego detalu architektonicznego, rozwiązując jeden problem, moglibyśmy stworzyć kolejny.
Dokumentacja pałacu w Targoszynie pokazuje przecież budynek o zachowanym historycznym układzie konstrukcyjnym, z dwiema klatkami schodowymi i charakterystycznymi elementami bryły: ryzalitami, loggią, werandą, tarasami. Nie mamy pustego pudełka, które można dowolnie przeprojektować. Mamy zabytek.
Dlatego czasem lepszym rozwiązaniem okazuje się platforma pionowa, podnośnik, urządzenie umieszczone w mniej wartościowej części budynku albo zupełnie inne rozplanowanie funkcji. A czasem pełna dostępność konkretnego miejsca może być technicznie albo… prawnie niemożliwa. Polskie przepisy przewidują takie sytuacje. Ustawa o zapewnianiu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami wskazuje, że gdy podmiot publiczny z powodów technicznych lub prawnych nie może zapewnić dostępności w wymaganym zakresie, powinien zapewnić dostęp alternatywny – na przykład przy pomocy innej osoby, rozwiązania technicznego czy odpowiedniej organizacji usługi.
To ważne, ale jest tu pewna pułapka. „Nie da się” nie powinno być pierwszą odpowiedzią tylko dlatego, że mamy do czynienia z zabytkiem. Powinno być ostatnią – po sprawdzeniu wszelkich możliwości i stwierdzeniu, czego naprawdę zrobić się nie da.
Dostępność to nie tylko wózek
Kiedy mówimy „dostępny budynek”, najczęściej przed oczami pojawia się pochylnia przy schodach przeznaczona dla wózków. Tymczasem bariery bywają znacznie mniej widoczne. Osoba niewidoma albo słabowidząca może wejść do pałacu bez żadnego problemu i nadal nie mieć dostępu do tego, co pokazujemy. Ktoś słabosłyszący może znaleźć się na wykładzie i nie rozumieć ani słowa. Osoba starsza może pokonać trzy stopnie, ale nie kilkadziesiąt. Ktoś po złamaniu nogi przez kilka tygodni nagle odkrywa, że świat jest pełen progów. Rodzic z dzieckiem w wózku zaczyna patrzeć na przestrzeń z zupełnie nowej perspektywy.
Dlatego dostępność ma kilka wymiarów. Polska ustawa mówi o dostępności architektonicznej, cyfrowej oraz informacyjno-komunikacyjnej. Minimalne wymagania obejmują nie tylko przemieszczanie się po budynku, lecz także m.in. możliwość ewakuacji, środki wspierające osoby słabosłyszące czy przekazywanie informacji w dostępnych formach. I właśnie w tym miejscu zaczyna się robić naprawdę ciekawie, bo jak widać, nie każde udogodnienie wymaga wiercenia dziury w zabytkowym murze.
Czasami największą zmianą nie jest przebudowa, tylko odpowiednie wyposażenie obiektów
Audiodeskrypcja może opowiedzieć osobie niewidomej, jak wygląda fasada pałacu, ornament nad wejściem albo parkowa aleja. Makieta dotykowa może pozwolić poznać bryłę budynku palcami. Dobrze zaprojektowane tablice z odpowiednim kontrastem i wielkością liter pomagają osobom słabowidzącym, starszym i – właściwie – każdemu, kto chce coś przeczytać bez przystawiania nosa do ściany. Pętla indukcyjna może ułatwić odbiór dźwięku osobie korzystającej z aparatu słuchowego. Napisy do materiałów wideo, tłumaczenie na polski język migowy, prostsze komunikaty, dostępna strona internetowa, możliwość wcześniejszego sprawdzenia, gdzie są schody i które części budynku można odwiedzić – to wszystko także jest dostępnością.
I żadne z tych rozwiązań nie wymaga przebudowania XIX-wiecznej elewacji. To chyba jedna z najważniejszych rzeczy w całej tej dyskusji, że udostępnianie zabytku nie zaczyna się od murów, a od myślenia o człowieku.
A co z parkiem?
No właśnie. Bo w Targoszynie nie mamy tylko pałacu. Jest tutaj również zabytkowy park, którego historyczny układ sam w sobie jest wartością. I tak oto wraca ten sam dylemat, tyle że zamiast windy pojawia się nawierzchnia. Ścieżka wysypana luźnym żwirem może wyglądać znakomicie w historycznym założeniu, ale koła wózka potrafią się w niej zapadać. Korzenie starych drzew deformują nawierzchnię. Duże różnice poziomów bywają trudne dla osób o ograniczonej sprawności ruchowej. Ławka stojąca daleko od trasy nie pomoże komuś, kto potrzebuje regularnego odpoczynku.
Czy rozwiązaniem jest więc wylanie przez zabytkowy park równego pasa asfaltu? Mam nadzieję, że wszyscy właśnie powiedzieliśmy chórem: NIE. I o to właśnie chodzi. Dostępność nie musi oznaczać likwidowania charakteru miejsca. Można szukać nawierzchni stabilnej, ale pasującej do historycznego otoczenia. Można wyznaczyć dostępną trasę prowadzącą do najważniejszych punktów. Zaplanować miejsca odpoczynku. Zadbać o kontrastowe oznaczenia, czytelną mapę i informację o długości oraz trudności trasy.
Nie zawsze trzeba sprawić, żeby każdy centymetr zabytkowego założenia był dostępny dokładnie w ten sam sposób. Trzeba natomiast uczciwie zadać pytanie, co możemy zrobić, żeby jak najwięcej osób mogło rzeczywiście z tego miejsca korzystać?
Dostępność zabytków kontra ochrona historii? Nie musi być konfliktu
W sporach o zabytki często łatwo zbudować dwie barykady. Po jednej stronie: „Nie wolno niczego ruszać, bo to zabytek”. Po drugiej: „Skoro ludzie nie mogą wejść, trzeba go przebudować”. Tylko że oba cele są ważne.
Chronimy zabytek właśnie dlatego, że jest wartościowym świadectwem historii. Ale jeśli chcemy przywrócić mu funkcję społeczną i zaprosić do niego ludzi, nie możemy jednocześnie projektować go tak, jakby wszyscy ludzie byli młodzi, sprawni, dobrze widzieli, dobrze słyszeli i bez wysiłku pokonywali schody.
Właśnie dlatego rozpoczęty w 2026 roku projekt państwowy nie ma stworzyć prostego katalogu obowiązkowych przeróbek. Najpierw zaplanowano diagnozę barier prawnych, proceduralnych i metodologicznych, analizę różnych typów zabytków oraz zebranie dobrych praktyk. Dopiero na tej podstawie mają powstać wspólne standardy i narzędzia dla inwestorów, architektów, konserwatorów, urzędników i ekspertów od dostępności.
I to brzmi rozsądnie, bo tutaj naprawdę nie chodzi o zwycięstwo windy nad schodami albo konserwatora nad projektantem, a o znalezienie rozwiązania, przy którym zabytek pozostaje sobą i jednocześnie przestaje wykluczać ludzi.
A co z naszym pałacem?
Na razie jesteśmy wiele kroków przed momentem, w którym trzeba będzie zdecydować, gdzie dokładnie powinna znaleźć się dostępna toaleta, którędy poprowadzić trasę zwiedzania i czy w pałacu potrzebna będzie winda, platforma czy jeszcze inne rozwiązanie.
Ale właśnie dlatego warto o tym myśleć już teraz. Dostępność dopisywana na końcu projektu zwykle jest trudniejsza, droższa i bardziej inwazyjna niż dostępność uwzględniona od początku. A jeśli kiedyś pałac w Targoszynie naprawdę ma znowu tętnić życiem, chciałabym, żeby słowo „otwarty” znaczyło coś więcej niż tylko odblokowane drzwi. Żeby można było tu przyjechać na wózku, z aparatem słuchowym, z białą laską, z dzieckiem albo po prostu z osiemdziesięcioma latami na karku – i nadal czuć się gościem, a nie problemem do rozwiązania.
Zabytki opowiadają przecież historię ludzi, więc byłoby trochę przewrotnie ratować je dla przyszłych pokoleń, a potem części tych pokoleń powiedzieć: „Przepraszamy. Dalej są schody”, prawda?
Wasza
𝓜𝓪𝓻𝔂𝓼𝓲𝓮ń𝓴𝓪 𝓝𝓸𝓷–𝓟𝓻𝓸𝓯𝓲𝓽
Źródła i materiały
– Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, Wprowadzimy standardy dostępności w obiektach zabytkowych, 10 grudnia 2025 r.
– Ustawa z 19 lipca 2019 r. o zapewnianiu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami – w szczególności art. 4-7.
– Karta ewidencyjna zabytków architektury i budownictwa – Pałac w Targoszynie, dokumentacja konserwatorska z 1991 roku.
