
Moi Drodzy, odkąd obserwuję Was – współczesnych ludzi – na pałacowych ścieżkach w Targoszynie, widzę pewien stały, wręcz mechaniczny odruch. Zanim dobrze otworzycie oczy, Wasza ręka wędruje w poszukiwaniu tego małego, świecącego prostokąta, który nazywacie smartfonem. Często budzicie się bardziej zmęczeni, niż kiedy kładliście się spać! 100 lat temu w Targoszynie nie znaliśmy słowa „stres” w takim wydaniu jak Wy, a nasze poranki wyglądały zupełnie inaczej. I wiecie co? Z naukowego punktu widzenia nasz dawny rytm dobowy był dla organizmu istnym błogosławieństwem, którego dzisiaj potwornie Wam brakuje. Zobaczmy, dlaczego!
Fałszywy świt, czyli problem z niebieskim światłem
100 lat temu nasz dzień regulowało słońce, a wieczory – ciepłe, żółte światło gazowych lamp i świec. Dzisiaj, według ekspertów od higieny cyfrowej, bombardujecie się przed snem zimnym, niebieskim światłem z ekranów. Wasz mózg jest przez to przekonany, że w środku nocy wciąż trwa środek słonecznego dnia!
A takie niebieskie światło hamuje naturalną produkcję melatoniny, czyli hormonu, który wywołuje u nas głęboki sen. Efekt? Przewracacie się z boku na bok, Wasz sen jest płytki, a rano budzicie się rozbici i pozbawieni energii[1]. Dobrze zgaduję?
Poranny atak na własny mózg
Jak wyglądał poranek prapraprababci Doroty, czyli mój? Otóż budził mnie powolny świt, potem przeciągałam się z widokiem na korony drzew, a dopiero po śniadaniu docierała do mnie poranna gazeta z wiadomościami. Dzisiaj Wy – sekundę po przebudzeniu – włączacie w telefonach wiadomości, e-maile z pracy i krzyczące nagłówki.
Naukowcy ze Uniwestytetu Stanforda alarmują, że taki natłok powiadomień to dla zaspanego mózgu szok i traktuje on to jako bezpośredni… atak! Bo zamiast naturalnego, łagodnego wybudzania, Wasz organizm wyrzuca z siebie potężne dawki kortyzolu (hormonu stresu), przez co od pierwszej minuty dnia jesteście spięci i zdenerwowani. Prawdziwa higiena cyfrowa polega na tym, by przez pierwszą godzinę po przebudzeniu w ogóle nie patrzeć w żaden ekran.
Czas na cyfrowy detoks w Targoszynie
I tu dochodzimy do sedna, czyli do tego, dlaczego tak bardzo potrzebujecie takich miejsc, jak nasze. W Fundacji Marysieńka i w naszym powoli rosnącym Ośrodku Terapii Hipokrates chcemy podarować Wam luksus sprzed stu lat, czyli całkowite odłączenie od bodźców. Kiedy spacerujecie po naszych parkowych ścieżkach, bierzecie udział w zajęciach z alpakami albo pijecie w plenerze kawkę z naszej mobilnej kawiarni – zostawcie telefony w kieszeniach!
Pozwólcie oczom odpocząć w otoczeniu zieleni, a mózgowi wyciszyć się w tempie natury. Brak powiadomień, pośpiechu i niebieskich ekranów to najstarsze, sprawdzone lekarstwo, z którego w tym miejscu korzystano od zawsze.
A czy Wy macie odwagę zostawić telefon w innym pokoju i rano przez godzinę cieszyć się po prostu filiżanką kawy i ciszą, Kochani? Sprawdzacie wiadomości z samego rana, czy dajecie sobie czas na „prawdziwą” pobudkę?
Wasza,
𝓜𝓪𝓻𝔂𝓼𝓲𝓮ń𝓴𝓪 𝓝𝓸𝓷-𝓟𝓻𝓸𝓯𝓲𝓽 🏰💕
[1] Źródło: https://higienacyfrowa.pl/higiena-cyfrowa-w-domu/
