
Kiedy myślimy o ratowaniu zabytków, intuicja podpowiada, żeby zacząć od fundamentów, prawda? Logika budowlana każe dbać o to, co jest podstawą. Ale w przypadku zabytów takich jak pałac w Targoszynie, który przez lata niszczał, akurat to, co jest na samej górze, jest naszym absolutnym, strategicznym priorytetem. Dlaczego? Bo woda jest największym wrogiem każdego zabytku!
Etap pierwszy. Walka o koronę murów
W pałacu, który nie ma szczelnego dachu, woda wdziera się do środka. Działa jak bezlitosny wróg, niszcząc cenne stropy i zabytkowe wnętrza. Wiatry i ulewy tylko dopełniają dzieła zniszczenia. Jeśli nie zatrzyma się wody u góry, wszelkie prace na niższych kondygnacjach są bezcelowe – wszystko i tak zgnije.
Dlatego właśnie nasza renowacja Pałacu w Targoszynie zaczęła się od dachu, który kiedy nasza fundacja go przejęła, był w tragicznym stanie. Podczas deszczów woda naprawdę wlewała się dosłownie do środka, a w najbardziej zniszczonej części przelewała się przez wszystkie piętra, zagrażając całej konstrukcji pałacu.
Ratowanie dachu w obiekcie, którego obecny kształt nadano po pożarze w 1897 roku, to gigantyczne przedsięwzięcie. Skala wyzwania obejmuje nie tylko ogromną powierzchnię, ale też konieczność zachowania oryginalnej, skomplikowanej konstrukcji więźby dachowej, która musi udźwignąć ciężar porządnej, ceramicznej dachówki.
Każda deska, każda belka i każdy detal muszą być traktowane z najwyższą dbałością o historyczny kontekst. Tam, gdzie możemy, stosujemy zasadę: ratować, nie wymieniać. Bo konserwacji nie chodzi o kupowanie nowego, ale o dawanie drugiego życia temu, co już istnieje. To zresztą idealnie wpisuje się w nasze dążenie do bycia pałacem zero waste!
Etap drugi. Konstrukcja – serce pałacu
Kiedy dach będzie już zabezpieczony, a jest szansa, że uda nam się to osiągnąć jeszcze w tym rok, będziemy mogli bezpiecznie zająć się tym, co pod nim, czyli stropami i konstrukcją.
Gnijące belki, osłabione przez lata przecieków, wymagają natychmiastowej uwagi. Musimy myśleć jak dobry cieśla, który wie, że spróchniała belka nie zawsze oznacza śmierć konstrukcji. Czasem wystarczy ją wzmocnić w środku. Ten proces jest powolny i wymaga precyzji, ale jest bardzo ważny dla stabilności całego obiektu.
Uratowanie dachu i stropów to krok milowy. Dopiero kiedy uda się odzyskać i wzmocnić historyczną konstrukcję (od góry), możemy myśleć o remoncie ścian, elewacji (którą na razie widzimy jako szarą i łuszczącą się bryłę) czy o odtwarzaniu zaginionych balustrad tarasów i innych upiększeń.
Etap trzeci: fundamenty – twarde zakorzenienie
Zanim jednak zajmiemy się wnętrzami i elewacją, trzeba będzie zadbać o fundamenty. Choć są niewidoczne, stanowią ostateczną linię obrony przed wilgocią z gruntu. Prace w tej części, takie jak izolacje przeciwwilgociowe i naprawy, są drogie i często wymagają specjalistycznego sprzętu, ale są niezbędne do ukończenia całości.
W Pałacu w Targoszynie musimy myśleć o każdym poziomie. To, co robimy dzisiaj z dachem, to dopiero początek. Ale bardzo ważny. To daje nam szansę na to, że w przyszłości rozwiniemy tutaj nasz ośrodek terapii, a Instytut Dzieł Utraconych będzie miał godną siedzibę i salę wystawienniczą z prawdziwego zdarzenia. Co dla nas bardzo ważne, chcemy, by nasz pałac był sercem społeczności lokalnej i regionalnej, miejscem tętniącym życiem!
Moi Drodzy, remont dachu to kosztowny, skomplikowany i ważny element całej układanki. Jeśli uda nam się go zakończyć w tym roku, naprawdę będą powody do świętowania. Bo każda cegła, która trafia na swoje miejsce, i każda nowa, historyczna dachówka, to nasz mały krok w walce o przyszłość Pałacu.
Jeśli podoba Wam się nasza wizja Targoszyna jako centrum kultury i wsparcia społecznego, wesprzyjcie naszą walkę! Wasza pomoc (1,5% podatku lub darowizna) jest kroplą, która nie wnika w mury, a chroni je.
Dziękuję, że jesteście z nami!
Wasza Chroniąca od wody i zmartwień,
𝓜𝓪𝓻𝔂𝓼𝓲𝓮ń𝓴𝓪 𝓝𝓸𝓷-𝓟𝓻𝓸𝓯𝓲𝓽