
Kochani, często przechadzając się nocą po ciemnych korytarzach naszego pałacu, rozmyślam o rzeczach, które zniknęły w mroku dziejów i z różnych przyczyn nigdy już do nas nie wróciły. Patrząc na mury, które niegdyś tętniły sztuką, a dziś w dużej mierze straszą pustką, trudno nie poczuć ukłucia w sercu. W Galerii Dzieł Utraconych, nad którą z wielką troską czuwa nasza Fundacja Marysieńka, często widujemy wspaniałe kopie, które mają za zadanie ocalić pamięć po oryginałach. Skłania to do refleksji: jaka jest właściwie wartość dzieł, które brutalnie wyrwano ze świata sztuki, pozostawiając po nich jedynie legendy i puste ściany?
Kradzież, która wstrząsnęła Ameryką
Zastanawiając się nad pojęciem „pustych ram”, musimy cofnąć się do chłodnej nocy 18 marca 1990 roku, do amerykańskiego Bostonu. To właśnie wtedy z niezwykłego Isabella Stewart Gardner Museum dwóch przebranych za policjantów mężczyzn w zaledwie 81 minut wyniosło 13 bezcennych dzieł sztuki. Złodzieje z zimną krwią wycięli płótna z ram nożem. Wśród w nich były przepiękna „Burza na Jeziorze Galilejskim” pędzla Rembrandta czy słynny „Koncert” Vermeera. Ich łączna wartość szacowana jest dziś na astronomiczną sumę około 500 milionów dolarów! Co najbardziej poruszające, zgodnie z wolą fundatorki, muzeum nie mogło zmienić układu wystawy. Przez to do dzisiaj wiszą tam autentyczne, puste ramy, będące niezwykle wymownym i przejmującym pomnikiem tej bolesnej straty.[i]
Śląskie skarby pochłonięte przez wojnę
Ten dramatyczny obraz wyciętych płócien doskonale znany jest nam, Polakom, prawda? Czego nie ukradli zwykli złodzieje, to zabrały nam mroczne, zbrojne czasy. Myśląc o tym, jak ogromne są polskie straty wojenne w sztuce, trzeba wziąć głęboki oddech.
Zgodnie z badaniami, mrok II wojny światowej pochłonął około 2,8 tysiąca obrazów znanych europejskich twórców i ponad 300 tysięcy cennych grafik z samego tylko naszego kraju. Z kolei nasz ukochany Dolny Śląsk był regionem, z którego wywożono i bezpowrotnie tracono dziesiątki unikatowych rzeźb i obrazów o trudnej wręcz do wyobrażenia wartości historycznej. Szacuje się zresztą, że ogólna, rynkowa wartość zrabowanych nam z Polski dzieł sztuki sięga 30 miliardów dolarów!
Cena tego, co niewidoczne
Czy da się na chłodno wycenić zagubione piękno? Jeśli spojrzymy na światowy rynek sztuki, kwoty przyprawiają o zawrót głowy. Najdroższy sprzedany dotąd obraz, czyli „Salvator Mundi”, osiągnął cenę ponad 450 milionów dolarów, a wartość słynnej „Mona Lisy” szacuje się na przeszło 850 milionów. Gdy zdamy sobie sprawę z tych rynkowych realiów, łatwiej nam pojąć, jak gigantyczną, wielomiliardową fortunę stanowią tysiące płócien i rzeźb zrabowanych z naszych rodzimych kolekcji. Jednak dla nas, spoglądających na puste ramy w dolnośląskich pałacach, te liczby schodzą na dalszy plan. Te utracone polskie dzieła to bowiem znacznie więcej niż potężna strata finansowa – to przede wszystkim ziejąca wyrwa w naszej lokalnej, niezwykle bogatej tożsamości, której nie zrekompensuje absolutnie żaden majątek.
Dlatego właśnie powołanie do życia Instytutu Dzieł Utraconych było dla naszej fundacji rzeczą absolutnie priorytetową. Nie chcemy, aby w Targoszynie na ścianach w nieskończoność straszyły opuszczone ramy. Poprzez naszą misję powoli przywracamy blask i barwy cennym obrazom uwięzionym dziś na starych, czarno-białych zdjęciach, wierząc, że dzięki temu pamięć o nich nigdy nie przeminie.
Moi Drodzy, a czy jest na świecie jakiś słynny, zaginiony obraz lub rzeźba, o której odnalezieniu w tajemniczych okolicznościach skrycie marzycie?
Wasza
𝓜𝓪𝓻𝔂𝓼𝓲𝓮ń𝓴𝓪 𝓝𝓸𝓷-𝓟𝓻𝓸𝓯𝓲𝓽 🏰💕
[i] Źródło: https://www.fakt.pl/pieniadze/najwieksza-kradziez-dziel-sztuki-w-usa-wciaz-pozostaje-niewyjasniona/h9tm2n6
