
Przygody Marysieńki – część 30
W poprzednim odcinku: Ciekawski Tomek, wędrując po powstającej właśnie, folwarcznej restauracji, zauważył wyblakły papier ukryty głęboko w pękniętej belce na suficie. Wizja Marysieńki potwierdziła, że był to wczesny szkic lotniczy sporządzony przez samego Manfreda von Richthofena w 1912 roku. To znalezisko zainspirowało fundację, by podzielić przestrzeń restauracji na dwie wyjątkowe części: jasną Salę Marysieńki oraz ciemniejszą Salę Czerwonego Barona.
Wiosenne porządki przy folwarku
Połowa maja nie rozpieszczała Targoszyna słońcem, jednak prace na folwarku powoli nabierały docelowych kształtów, a w powietrzu wyraźnie czuć było, że wielkie otwarcie nowych przestrzeni Fundacji zbliża się wielkimi krokami. Maria i Łukasz zarządzili tego dnia wielkie sprzątanie terenu przed budynkiem, gdzie w przyszłości stanie przestronny, letni ogródek dla gości.
Dorota, uzbrojona w grabie i ogrodowe rękawice, pomagała uporządkować skraj trawnika. Tomek jak zawsze asystował przy tych najcięższych – w swoim przekonaniu – robotach, próbując pomóc jednemu z robotników przy odkopywaniu ziemi zarośniętej starym mchem. Trzeba było tam wyrównać teren pod drewniany podest.
Nagle szpadel robotnika zazgrzytał głucho o coś, co nie brzmiało ani jak kamień, ani jak korzeń. Mężczyzna schylił się, przetarł ziemię i zawołał do Łukasza:
– Panie prezesie, chyba coś tu mamy przy starym progu!
Cisza przed burzą i zapach lawendy
Zanim ktokolwiek zdążył podejść, wiatr niespodziewanie ustał. Śpiew ptaków ucichł jak ucięty nożem, a mocny zapach rozgrzanej słońcem ziemi natychmiast zastąpiła intensywna, ożywcza woń lawendy. Dorota wymieniła z Tomkiem szybkie spojrzenie. Byli na to gotowi.
Tuż obok nich z powietrza utkała się znajoma, świetlista sylwetka Marysieńki. Przewodniczka uśmiechnęła się łagodnie, położyła palec na ustach w geście ciszy i wskazała dłonią na fundamenty.
Świat dookoła stracił ostrość. Robocze uniformy zniknęły, zniknęły worki z cementem i nowoczesne taczki. Zamiast nich, w ciepłym świetle późnej, przedwojennej wiosny, ujrzeli… młodą, dwudziestoletnią Marysieńkę z przeszłości. Klęczała dokładnie w tym samym miejscu, tuż przy bocznej ścianie folwarku.
Zupełnie nieświadoma obecności obserwatorów z przyszłości, uśmiechała się szeroko do samej siebie, pośpiesznie, ale niezwykle starannie kreśląc coś ołówkiem na grubym, jasnym papierze. Gdy skończyła, ostrożnie zwinęła kartkę w ciasny rulon. Wyciągnęła zza pazuchy ciemnozieloną, masywną butelkę po winie, wsunęła do niej liścik i szczelnie zakorkowała.
Potem zapaliła zapałkę, roztopiła wosk ze świecy i grubo zalała nim szyjkę butelki. Dziewczyna z przeszłości wstała, włożyła butelkę głęboko w puste miejsce między kamieniami fundamentu i przysypała je ciemną ziemią. Otrzepała dłonie i lekkim krokiem pobiegła w stronę pałacowego parku.
Dopiero wtedy Marysieńka w swojej duchowej postaci, stojąca ramię w ramię z Dorotą, odwróciła głowę w ich stronę i znacząco mrugnęła okiem.
– Dla was – usłyszeli w głowach jej cichy, wesoły szept.
Wielkie odkrycie Łukasza
Wizja zniknęła równie szybko, jak się pojawiła. Tomek natychmiast zanurkował w odkopanym przez robotnika dole i triumfalnie wyciągnął z niego oblepioną ziemią, ale wciąż nienaruszoną, zieloną butelkę ze starym, spękanym woskiem na górze.
– Mamo, panie Łukaszu! Popatrzcie! – chłopiec pisnął z zachwytu.
Łukasz ostrożnie przejął znalezisko. Za pomocą scyzoryka delikatnie usunął resztki wosku i podważył korek. Po chwili Maria drżącymi dłońmi wyciągnęła ze środka pożółkły z upływu lat papier. Rozwinęła go i zaczęła czytać na głos.
Ja, Maria, urodzona w roku 1894, piszę ten list do was, którzy pewnego dnia staniecie na tym dziedzińcu. Ukrywam go w dniu moich urodzin, 18 kwietnia. Nie wiem, jak będzie wyglądał świat, kiedy to przeczytacie, ani czy pałac będzie jeszcze stał. Ale jeśli tu jesteście, proszę Was o jedno: dbajcie o to miejsce. Niech zawsze będzie domem, niech mury te dają ludziom ukojenie, ciepło i powód do radości. Niech to miejsce służy dobru.
Dorota przełknęła łzy wzruszenia, a Maria przytuliła się do Łukasza.
– Ośrodek Terapii, rehabilitacja z naszymi alpakami, nasza nowa sala – szepnęła Maria. – Robimy dokładnie to, o co nas poprosiła. Prowadzimy to miejsce dla dobrych ludzi.
– A dodatku słuchajcie! Nigdzie wcześniej nie natknęliśmy się na datę urodzenia Marysieńki. Pierwszy raz o niej słyszę – dodał z uśmiechem Łukasz, po czym tajemniczo zawiesił głos i z wyczekiwaniem spojrzał na wszystkich. – A teraz uważajcie. Wiecie, co jest 18 kwietnia? To przecież Światowy Dzień Ochrony Zabytków! No, nie mogła sobie wybrać lepszej daty ta nasza Marysieńka.
List Marysieńki, po delikatnym oczyszczeniu, trafił do eleganckiej ramy i zawisł w najważniejszym, honorowym miejscu nowego biura Fundacji Marysieńka. A „Duch z Targoszyna”, czyli Marysieńka Non-Profit, zyskała nie tylko oficjalną datę urodzin, ale i ostateczne potwierdzenie, że jej ukochany pałac trafił w najlepsze, najbardziej troskliwe ręce.
Cdn.
