
Gdy historia zagląda przez nasze okna, nie pyta o pozwolenie. Tak właśnie było na przełomie maja i czerwca 1813 roku, gdy wielka wojna przetoczyła się przez Targoszyn. Wśród nielicznych, którzy znaleźli się wtedy w oku cyklonu, był młody chłopak o nazwisku Űbergang. Dzięki wspomnieniom zachowanym w monografii naszej wsi wiemy dziś dokładnie, co go spotkało.
Wszystko zaczęło się 26 maja, gdy w Jaworze przebywał sam car Aleksander I. Jego Kozacy prowadzili przez okoliczne wsie – w tym Niedaszów i Rogoźnicę – stada skradzionego bydła rzeźnego oraz setki francuskich jeńców. Targoszyn był już niemal wyludniony, a 27 maja – choć wypadało święto Wniebowstąpienia – nie biły żadne dzwony. Mieszkańcy ukrywali się w Żarskim Lesie, w tym również młody Űbergang z ojcem.
31 maja chłopak przypomniał sobie, że zapomniał o swoich owcach, które miał wcześniej ukryć przed rekwizycją. Razem z ojcem ruszyli z lasu do gospodarstwa, gdzie niestety zostali odcięci od drogi powrotnej. Bitwa już się rozpoczęła. Próbowali więc ocenić sytuację z kościelnej wieży, ale na wieżę dotarł sam młodzieniec, do którego dołączyli po drodze karczmarz Kramer i jego synek. Niestety zostali tam zauważeni – Francuzi wysłali patrol, który ściągnął ich z wieży. Po dramatycznych prośbach Kramera o litość puszczono go z dzieckiem wolno. Młodego Űberganga jednak zatrzymano.
Zabrano go do młyna przy drodze do Niedaszowa. Tam chłopak był świadkiem wymiany ognia pomiędzy Rosjanami a Francuzami. W jednej chwili żołnierz, który go uspokajał, zginął rozerwany odłamkiem. Űbergang próbował ucieczki, ale bezskutecznie – został wzięty jako jeniec i przewodnik. Przez Mściwojów doprowadzono go do Grzegorzowa, gdzie nocował związany między dwoma żołnierzami.
W nocy udało mu się uciec. Ukrył się w stodole, przetrwał rewizję i świtem opuścił kryjówkę. Idąc w kierunku Mściwojowa trafił na patrol francuski, ale ku jego zaskoczeniu – żołnierze nie tylko nie zrobili mu krzywdy, ale nawet dali mu chleb.
Jego spokój nie trwał długo – w Luboradzu przechwycił go pruski patrol. Oficer oskarżył go o współpracę z Francuzami. Młody Űbergang usłyszał: „Słuchaj ścierwo, służyłeś francuskim psom, teraz będziesz służyć nam”. Patrol zmusił do prowadzenia oddziału przez Marcinowice i Damianowo aż do Lusiny. Dopiero tam, wycieńczonego, puszczono go wolno.
Po powrocie Űbergang odkrył, że jego zapasy miodu – ukryte w ziemi pod świeżo zasianym zbożem, które już zdążyło wyrosnąć – zostały odnalezione i skradzione. Złodzieje nie uszanowali nawet zakrystii kościoła, gdzie wielu mieszkańców ukryło jedzenie i zapasy. Historia nie oszczędziła również jego sąsiadów – splądrowano niemal wszystkie domy. Pozostał tylko jeden kogut na lipie i jedna kwoka z pisklęciem.
Taka była cena przetrwania…
Nie znamy imienia Űberganga, nie wiemy, co stało się z nim później. Ale warto pamiętać o tym dzielnym młodzieńcu, bo jego historia to nie tylko dramat jednostki – to lustro, w którym odbija się cała groza wojny. A także dowód na to, jak wielka historia potrafi się przeplatać ze zwykłym życiem bogu ducha winnych cywilów…
Wasza 𝓜𝓪𝓻𝔂𝓼𝓲𝓮𝓷́𝓴𝓪 𝓝𝓸𝓷-𝓟𝓻𝓸𝓯𝓲𝓽